Etykiety

środa, 14 marca 2012

Pin-up Candy i moje "zezowate szczęście";)

       Najgorsze co może mnie spotykać, to brak natchnienia....Codziennie wstaję i czekam.... wołam...czekam... Dzisiaj miałam gościa, przez próg mego pokoju przeszło "Natchnienie". Cóż to była za niespodzianka! Takiego gościa, nie byle jakiego gościa, czuć już na klatce schodowej, czuć go w rękach..., one swędzą, drętwieją, drżą, jakby należały do kogoś innego. W takich sytuacjach, albo się to wykorzysta, albo "Natchnienie" niczym zły demon zostawi ślad w mózgu, niegojącą się ranę. Cóż więc miałam począć? Blejtram tylko czekał na pieszczotę! Zajrzałam do torby....nie było terpentyny. No tak, ja i moje lenistwo. Nie kupiłam terpentyny. Ałć! Demon wbił nóż! No ale życie to wojna....demona przepędziłam podstępem. W zanadrzu miałam jeszcze farby akrylowe. Wstyd się przyznać, ale przez 12 lat malowałam tylko farbami olejnymi. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy akryle okazały się równie wspaniałe. Na moje lenistwo wręcz idealne. Soczyste barwy, szybkoschnąca farba, dzięki której wszystko mogę uzyskać szybciej:) Zapomniałam dodać, że i z cierpliwością u mnie nie najlepiej:>
       Inspiracji dostarczyła mi piękna twarz Pin-up Candy:)  O, dzięki Ci Niebo za te czarujące, wielkie oczy!To pierwszy obraz na moją przyszłą wystawę w Malinowych Obcasach...:) Jeszcze nie skończony i czeka mnie nad nim wiele pracy, ale i tak niezmiernie cieszy mnie fakt, iż moje płótno nie jest już białą pustką.




      Przy okazji odwiedzin Natchnienia, mogłam bliżej przyjrzeć się mojej palecie. Kocham góry i za nimi tęsknię, ale górzyste tereny na palecie nie służą ani jej, ani moim rękom. Czas zaopatrzyć się w nową:>



Natchnienie....jesteś u mnie zawsze mile widziane! Zapraszam raz jeszcze....a najlepiej ze mną zamieszkaj:)