Etykiety

niedziela, 26 lutego 2012

Alina Bolechowska

       W październikowym numerze Mody i życia praktycznego z 1947 roku, moją uwagę przykuło zdjęcie przedstawione obok. Było malutkie, niewyraźne i intrygujące ze względu na motyw orientalny. Od razu postanowiłam dowiedzieć się kim była dziewczyna ze zdjęcia. Okazało się, że to Alina Bolechowska, nauczycielka i wyjątkowo utalentowana śpiewaczka operowa. Muszę przyznać, iż moja wiedza dotycząca opery nie wychodzi poza Luciana Pavarattiego, Andrea Bocelliego i Violettę Villas, chociaż operę lubię, doceniam i od czasu do czasu słucham.
       Alina Bolechowska przyszła na świat 12 listopada 1924 roku w Warszawie. Studia wokalne odbyła właściwie w tzw. tajnym konserwatorium warszawskim w latach 1941 – 1946 u prof. St. Kazury, wieńcząc je dyplomem ówczesnego Państwowego Instytutu Muzycznego w Warszawie uzyskanym w 1946 roku. W tym samym roku miał też miejsce jej debiut operowy.  Trzeba dodać, że debiut Aliny Bolechowskiej wypadł doskonale, a partia Butterfly należała do jej popisowych i wysoko ocenianych przez polską i zagraniczną krytykę muzyczną. Od tamtej pory była jedną z najbardziej docenianych i lubianych solistek Opery Warszawskiej. Śpiewała tam w latach 1948 – 1966. Za swą działalność artystyczną Alina Bolechowska była wielokrotnie wyróżniana odznaczeniami państwowymi: Złotym Krzyżem Zasługi (1956), Orderami Odrodzenia Polski Kawalerskim (1959) i Oficerskim (1969).
       Alina Bolechowska często wykonywała partie Halki, Madame Butterfly, Hanny w Verbum Nobile, Małgorzaty w Fauście i inne. Na festiwalu w Pradze Czeskiej, wywołała zachwyt zwłaszcza rolą Butterfly.
      16 października 2002 roku Alina Bolechowska odeszła, nie tylko jako znakomita śpiewaczka operowa, nie tylko jako wybitny talent, ale także jako znakomity pedagok i przede wszystkim skromny, życzliwy człowiek.
       Udało mi się też znaleźć duet z operetki K. Zellera - Ptasznik z Tyrolu, wykonany przez Alinę Bolechowską i K. Pustelaka. Posłuchajcie..:)






   

W bólu i chorobie, robię zdjęcia sobie...

....i dlatego właśnie ucieło mi głowę:) Przedstawiam Wam dzisiaj typowy look w stylu lat 40-tych, prosta spódnica z wysokim stanem, wąska w talii, no i obowiązkowe pończochy nylonowe ze szwem:)  O nylonach rozpisywać się nie będę. Wyczerpujące informacje na ten temat znajdziecie u naszej polskiej królowej nylonów- Wanilianny. Link do posta: http://wanilianna.blogspot.com/2011/06/o-nylonach-sow-wiecej-niz-kilka.html
       Wyobrażcie sobie, że w latach 40-tych produkcja ubrań była pod bardzo ścisłym nadzorem. Powstały specjalne reguły o nazwie CC41. Ograniczona była ilość guzików w ubraniu, kieszenie mogły być tylko 2, tylko 4m szwy i najlepiej jak najmniej elementów dekoracyjnych.
       W czasie wojny nylon wykorzystywany był do produkcji spadochronów i innych militarnych materiałów, dlatego kobiety zmuszane były do oddawania swoich pończoch. Ograniczony dostęp do nylonów nie położył kresu ich popularności. Przez ten ciężki okres kobiety radziły sobie wykonując specjalny makijaż nóg w formie szwu wzdłuż nogi.





spódnica - no name (second hand) 
buty - F&F                                   
torebka - second hand                   
broszka wisienki - hand made (filc)