Etykiety

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Silent Movie

     Uwielbiam kino, nie tylko to z lat 40 czy 50 i wcale nie tylko w tym klimacie. Intryguje mnie kino azjatyckie, zwłaszcza genialny Kim Ki-duk, czy też twórczość oryginalnego reżysera z Brooklynu - Darrena Aronofsky'ego. W obecnych czasach mamy wielu znakomitych reżyserów i każdy znajdzie coś dla siebie. Współczesnym twórcom jest  łatwiej niż kilkadziesiąt lat temu, mają oni do dyspozycji profesjonalnych kaskaderów, sprzęt, grafików...bywa coraz częściej, że efekty specjalne stanowią jedyną wartość filmu. Teraz dźwięk, kolorowy obraz, podkład muzyczny to już norma. Teraz możemy spędzać czas przez ekranem godzinami, kiedyś filmy trwały tylko 2 minuty. Tak...2 minuty, bez dżwięku, bez kolorów. Po 1900 r. nie efekty specjalne się liczyły ale prawdziwa gra aktorska i to właśnie dlatego tak cenię nieme kino. Bez plastyczności ciała i odpowiedniej mimiki nie dałoby się wywołać zainteresowania i zachwytu u widza. Mimo iż, filmy były nieme, w sali kinowej pracowali taperzy, czyli artyści grający muzykę na żywo, obserwując reakcję widzów. Ich  zadanie było bardzo utrudnione, ponieważ byli odwróceni tyłem do ekranu i nie wiedzieli, jaka scena odgrywa się w danej chwili za ich plecami. Często więc grali muzykę nieadekwatną do chwili.
      Pod koniec swoich studiów na zaliczenie z fotografii wykonałam serię fotografii - fotomontaży inspirowaną fotografiami znanych aktorek kina niemego, m. in. Clara Bow, Mary Pickford, czy Lillian Gish. Cały trud polegał na tym, żeby wcielić się w ich rolę, odpowiednio się ucharakteryzować, uzyskać te same miny, spojrzenia, gesty.....
Oto efekty: